Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Mam dość rehabilitowania Edwarda Gierka! Komunista, który doprowadził do ruiny polską gospodarkę, zafundował nam co najmniej dwie „stracone dekady” w walce o niepodległość, oraz dopełnił działa zniszczenia mentalności polskiego społeczeństwa – wynoszony jest na piedestał przez postkomunistyczną lewicę. Jego zwolennicy dumnie podnoszą teraz głowy, bo chwalenie „dobrego gospodarza z Zagłębia” najwyraźniej stało się modne.

Co gorsze, w imię źle pojętych postaw koncyliacyjnych, nawet osoby o poglądach – najogólniej mówiąc – nielewicowych, mają tendencję do „wybielania” postaci Gierka. Mowa zarówno o narodowych socjalistach, jak Jarosław Kaczyński, jak i o samym premierze Donaldzie Tusku. Oboje chętnie godzą się z retoryką obieraną przez postkomunistów. Mówią: jeżeli już trzeba wyróżnić kogoś z PRL-owskiej wierchuszki, kogoś, kto może choć trochę zasłużył na ciepłe słowa, to – niech tam – Gierek nie był taki zły. To katastrofa. Budowanie wizerunku zagłębiowskiego sekretarza jako „dobrego wujka” to utrwalenie bardzo szkodliwego mitu, dowód piramidalnej niewiedzy i nieumiejętności posługiwania się nie tylko kalkulatorem, ale i jakimkolwiek racjonalnym aparatem poznawczym.

Wiceprzewodnicząca SLD, Paulina Piechna-Więckiewicz, zaapelowała o ogłoszenie 2013 roku rokiem Edwarda Gierka. Wiele można zarzucić SLD. Płytkość, zacietrzewienie ideologiczne, niezdolność do wygenerowania jakiejkolwiek konstruktywnej myśli. Ale niewątpliwie najlepiej wychodzi im wskrzeszanie trupów. Czy to politycznych, w stylu Leszka Millera, czy całkiem dosłownych, w postaci Edwarda Gierka. Za co ten rok Gierka? Może w dowód wdzięczności, że w październiku ubiegłego roku udało się wreszcie spłacić wszystkie zaciągnięte przez niego zobowiązania zagraniczne? Czy to sprawia, że winy bonzy z Zagłębia są już przedawnione? Nie, bo zabieg wyzerowania tzw. długu Gierka odbył się wyłącznie na papierze. Tak naprawdę, dług Gierka ma się dobrze. Zastąpiliśmy go wyłącznie nowym zadłużeniem, nieco tańszym w obsłudze.

W ostatnim roku rządów Gierka dług Polski osiągnął 24,1 mld USD (ówczesnych), czyli ok. 12 proc. PKB liczonego według parytetu siły nabywczej, ale to wskaźnik zupełnie nieporównywalny z dzisiejszymi realiami. Dlaczego? Wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego w 1981 roku wynosiły prawie 11 mld USD, czyli o 28 proc. więcej niż wartość całego eksportu do krajów kapitalistycznych! Ponadto, szacuje się, że tylko 20 proc. kredytów przeznaczono na inwestycje, i to takie pożal się Boże. Import surowców i konsumpcja pożarły resztę. Właśnie w 1981 roku, tuż po ustąpieniu Gierka, PRL ogłosiło niewypłacalność. Trudno się dziwić, bo między 1970 a 1980 rokiem wartość zadłużenia w dewizach wzrosła ponaddwudziestokrotnie. Rolowanie długu Gierka odbija się nam czkawką od wielu lat. Po transformacji, polscy ekonomiści, zamiast spędzać czas na doprowadzeniu gospodarki do porządku, ślęczeli nad negocjacjami z Klubem Paryskim i Klubem Londyńskim. Ale z drugiej strony, gdyby nie sukces tych rozmów, wartość odsetek mogłaby być nie do udźwignięcia dla młodego, niepodległego państwa.

W latach siedemdziesiątych ekonomiczne bankructwo socjalistycznej polityki centralnego planowania (systemu nakazowo-rozdzielczego) było ewidentne. Gierek, będąc tego świadomym, zdecydował się lewarować tę nieefektywność długiem. Utrwalił i pogłębił w Polsce dramat marnotrawstwa. Musiał wiedzieć, że wcześniej czy później (okazało się, że jednak wcześniej) zakończy się to nie tylko ekonomiczną, ale i humanitarną klęską (w drugiej połowie lat siedemdziesiątych gwałtownie poszybowały w górę wskaźniki śmiertelności obywateli, które osiągnęły apogeum w 1980 roku). Należy mu się za to potępienie, a nie piedestał.

Gierek sprawił, że dziś wiele starszych (czy tylko?) osób tęskni za komunizmem lub ma do niego sentyment. Według badań CBOS z 2009 roku, aż 44 proc. Polaków pozytywnie oceniało czasy PRL. Daleko szukać – nawet internauci z rozrzewnieniem wspominają tasiemcowe kolejki do mięsnego. Ten krótki, kilkuletni okres sarmackiego życia ponad stan, zakończony w 1976 roku tzw. „manewrem gospodarczym”, przewrócił ludziom w głowach i wychodzi nam wszystkim bokiem po dziś dzień. Edward Gierek był zbrodniarzem. Niepospolitym, bo nie mordował ludzi, jak inni twardogłowi komuniści. Gierek przeniknął głębiej, do serc Polaków. Był zbrodniarzem gospodarczym.

Tak jak w chorobie gorączka informuje nas o tym, że mamy się źle i wymagamy leczenia, tak w systemie komunistycznym partyjny beton „przypominał” społeczeństwu, że musi dążyć do odzyskania wolności. Gierek zaburzył tę prawidłowość, był kochany i podziwiany, pieczołowicie dbał o swój wizerunek . Zbił gorączkę, ale nie zlikwidował objawów choroby. Komunizm lat siedemdziesiątych to była choroba bezobjawowa, a takie są przecież najgroźniejsze. „Socjalizm z ludzką twarzą”, jak miało się wkrótce okazać, był bardzo zdradliwy.