Tagi

, , , , , , ,

Trochę działo się w polskiej bieda-polityce w ostatnich tygodniach. Kilka refleksji na ten temat.

  1. Przekonaliśmy się dobitnie, jak wiele traci nasz kraj z powodu braku realnej opozycji. Paradoksalnie, dowiedzieliśmy się tego właśnie w momencie, w którym opozycja wspięła się na wyżyny aktywności. PiS zorganizował kilka debat, ogłosił nazwisko parapremiera, który – choć powszechnie wyśmiany – zasiał jednak niepokój w rządowych gabinetach. Przedstawiciele największej partii opozycyjnej starali się, na miarę swoich możliwości, wypowiedzieć się parę razy w mediach w sposób merytoryczny. Bardzo to niewiele i głównie działania o charakterze operetkowym, ale jednak. W porównaniu z dotychczasowym brakiem jakiejkolwiek godnej pochwały działalności (nie licząc sprawy Smoleńska, multipleksu i serialu niekonstruktywnych zgryźliwości pod adresem rządu), obecna poprawa musi robić piorunujące wrażenie. Premier Tusk zareagował jak ranny tygrys i przeszedł do zmasowanej kontrofensywy. Atak PiS-u został odparty, ale cała kontrofensywa to niestety również kolejny akt tej samej operetki. O programowych „odgrzewanych kotletach”, serwowanych nam przez ministrów na konferencjach prasowych, za kilka miesięcy znowu nikt nie będzie pamiętał. Cała ta operetka dowodzi jednak po raz kolejny, że sprawna i kreatywna opozycja to prawdziwy dar. Zmusza rząd do myślenia, mówienia i – w optymistycznym przypadku („opozycja – level hard”) – do działania. Nawet jeśli obecny model PiS-owskiego protestu nie ma konstruktywnego charakteru, a jest tylko stworzeniem w pewnym sensie równoległego, niezależnego „państwa w państwie”, w którym to politycy tej partii sami sobie rządzą i sami do siebie mówią – zawsze to lepiej niż nic. Problem polega na tym, że to, co obserwujemy w ostatnich tygodniach, powinno być standardem przez całą czteroletnią kadencję. Ale my, Polacy, jesteśmy specjalistami od zrywów. Prawdziwi Polacy z PiS-u – szczególnie.
  2. Pojawiły się ostatnio głosy, że Tusk się zużył. Pięć lat rządów PO nagle znudziło wyborców, którzy przeżywają frustrację spowodowaną brakiem nowych twarzy wśród politycznej wierchuszki. Brzmi logicznie, prawda? Niestety, autorzy takiego wytłumaczenia kryzysu Platformy są w błędzie. Owszem, można mówić o zużyciu się pewnej formuły rządzenia, ale zdecydowanie nie w tym przypadku. Gdy po 11 latach podała się do dymisji świetna Margaret Thatcher, albo gdy po 16 latach odchodziła ikona niemieckiej polityki, Helmut Kohl, można było mówić, że wszystkiemu winna jest społeczna chcica do dokonania „zmiany dla samej zmiany”. W przypadku Platformy Obywatelskiej, w kontekście niekorzystnych dla niej sondaży, nie ma mowy o takiej motywacji wyborców. Nawet jeśli założymy, że politycy z zasady nie realizują obietnic przedwyborczych, to stopień nieudolności drugiego gabinetu Donalda Tuska przekracza chyba dopuszczalne normy. To lenistwo i brak pomysłu na Polskę są przyczyną słabnących notowań tej partii, a nie jakieś mityczne i nienamacalne znużenie elektoratu.
  3. Lansuje się w niektórych mediach przekonanie, że parlamentarzyści (czy też władza w ogólności) powinni kierować się swoim sumieniem przy podejmowaniu decyzji politycznych (które, jak wiemy, podejmowane są w interesie wszystkich obywateli). Wygląda więc na to, że otrzaskany już w Polsce, za sprawą farmaceutów, bon mot „klauzula sumienia” zahacza o nowe dziedziny życia. Zastanawiam się, w jaki sposób my, wyborcy, powinniśmy w takiej sytuacji oddawać głosy? Jak wniknąć w głąb kandydata na posła i poznać jego sumienie? Jak a priori przewidzieć jego zachowania, postawy, decyzje podjęte w głosowaniach? Może byłoby łatwiej, gdyby posłowie deklarowali zawczasu swoje wyznanie? Niezbyt skuteczny byłby to czynnik różnicujący, bo większość to katolicy rzymscy lub zadeklarowani ateiści, a grupy te wewnętrznie i tak są bardzo niejednolite. Czy demokracja ma zatem sens? Wobec takiej nieprzewidywalności zachowań wybranych przez nas reprezentantów, zarządźmy losowanie zamiast wyborów. Wyjdzie taniej. A póki co marzy mi się, by w świecie polityki istniała odrębna religia, wspólna dla wszystkich parlamentarzystów – interes publiczny! I wówczas pod postulatem „klauzuli sumienia” podpisałbym się bez wahania.
Reklamy