Tagi

, , , , , ,

Za tym banalnym i infantylnym tytułem idą moje przemyślenia na temat pojawiających się od czasu do czasu panikarskich głosów z różnych stron, domagających się zakazywania głoszenia głupich wypowiedzi czy delegalizowania obleśnych organizacji.

W okolicach 10 kwietnia nieodmiennie nasila się rozgrywanie tematu smoleńskiego w mediach. Znów poderwali się przy tej okazji z miejsc oburzeni, że teoria o zamachu wciąż nie może się jakoś wydostać z niektórych głów. I chwała Bogu, że nie może! Próba cenzurowania takich wypowiedzi czy represjonowania rozpowszechniania spiskowych teorii byłaby strzałem w stopę. Dziś katastrofa smoleńska pełni rolę bardzo wdzięcznego papierka lakmusowego, pozwalającego szybko ocenić kondycję intelektualną naszego rozmówcy. Jest to wartość niezaprzeczalnie pozytywna. W dzisiejszym świecie, demokratycznym i względnie egalitarnym, w którym obserwujemy takie trendy jak drastyczny spadek jakości wyższego wykształcenia, coraz trudniej jest odróżnić człowieka – mówiąc kolokwialnie – mądrego od głupiego. Wolność słowa jest zatem z korzyścią nie tylko dla obserwatorów życia społecznego, ale także dla rekruterów czy liderów społecznych, którzy w łatwy sposób mogą „odfiltrować” osoby niewarte zatrudnienia czy zjedzenia z nimi lunchu.

Rusofilski profesor Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego na swoim fejsbuku opublikował niedawno drastyczny film z gnębienia przez armię rosyjską ukraińskich jeńców. Całość opatrzył niewybrednym komentarzem: „Banderowskie ścierwa dostają łomot aż miło. I jak tu nie kochać Ruskich?” Posypały się słowa nagany, a sam profesor został zawieszony w prawach pracownika przez swoją uczelnię – niech będzie. Szkoda, że pojawiły się także głosy domagające się konsekwencji karnych. Szkoda, bo wierzę, że nie chcemy doprowadzić do tego, by osoby (szczególnie pełniące funkcje publiczne!), które są niespełna rozumu, ze strachu przed konsekwencjami karnymi ukrywały ten fakt przed światem. Przeciwnie, celem społeczeństwa powinna być jak najszybsza demaskacja głupoty. Obok wspomnianej wyżej sprawy smoleńskiej, problematyka konfliktu ukraińsko-rosyjskiego pełnić może podobną rolę. Oddawanie Rosjanom Ukrainy w obecnej sytuacji geopolitycznej jest nijak zbieżne z polską racją stanu.

Kilka lat temu okrzyki oburzenia poderwały się w kontekście delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej, nacjonalistycznej i ksenofobicznej organizacji, będącej kiedyś młodzieżówką Ligi Polskich Rodzin. W 2012 roku o takiej możliwości mówiła nawet obecna premier. Tutaj konsekwencje byłyby bardzo poważne. Nie dość, że nie mielibyśmy dostępu do informacji o tym, kto jest członkiem tej organizacji, to jeszcze delegalizacja sprowadziłaby jej struktury do podziemia, co znacznie utrudniłoby infiltrację tego niebezpiecznego środowiska przez odpowiednie służby.

Staram się zrozumieć ślepy popęd niektórych publicystów do napiętnowania głupoty za pomocą ustawodawstwa i kodeksu karnego. Ale przecież nie jest też tak, że za głupie wypowiedzi nie ponosi się dotkliwej kary społecznej! Czasami jest ona zasłużona (dla przykładu, na skutek ostracyzmu po rasistowskich wypowiedziach, w 2012 roku ze szwedzkiej polityki odszedł Erik Amqvist), czasami nawet – w moim odczuciu – zbyt surowa (przykładem Larry Summers doprowadzony do rezygnacji ze stanowiska prezydenta Universytetu Harvarda po rzekomo seksistowskiej uwadze wygłoszonej w 2005 roku oraz Włodzimierz Cimoszewicz zaliczający polityczny upadek po nieempatycznej wypowiedzi w sprawie powodzian 1997 roku).

Bardziej aktualny przypadek to oczywiście szczepienia. W Prima Aprilis gdzieś w sieci pojawiła się informacja, jakoby portal Facebook miał blokować fanpejdże organizacji antyszczepionkowych, wywołując tym radość wielu (w tym mojej żony) i mój sceptycyzm. Ponownie, gdy zabronimy idiotom zachowywania się w sposób idiotyczny, nie zmienimy ich poglądów, a jedynie sprawimy, że trudniej będzie ich rozpoznać w „tłumie”.

Oczywiście cienka jest granica między personifikowaniem czystej głupoty a wywieraniem szkodliwego wpływu na otoczenie, czego antyszczepionkowa histeria może stać się dowodem (a może już nim jest). Niestety niektóre głupie idee przepoczwarzają się czasem w wierzenia mainstreamowe – sztandarowym przykładem jest tutaj teoria antropogenicznego globalnego ocieplenia. Mechanizm tej transmutacji to temat na osobną notkę.

Moja obserwacja jest następująca. Jeśli chodzi o proste problemy, niewymagające wielkiej pracy umysłowej, większość ma z reguły rację. Praktycznie cała populacja zgodzi się, że wynik działania 2 + 2 to 4. Proporcje zmieniają się, gdy chodzi o rozwiązywanie problemów złożonych, wymagających intelektualnego przetworzenia. Tutaj mniejszość ma z reguły rację. W systemie demokratycznym, z pozycji mniejszościowych nie poradzimy sobie ze zwalczaniem mitów, które przeniknęły do mainstreamu. W moich rozważaniach chodzi jednak dzisiaj o tę pierwszą kategorię spraw – prostych i nieskomplikowanych. Nie należy piętnować ani karać tych, którzy głoszą oderwane od rzeczywistości teorie. Doceńmy wolność słowa i korzyści jakie ze sobą niesie. Chciejmy też dostrzec osoby, które pełnią w Polsce rolę modelowe, jak Piotr Ikonowicz (modelowy „lewicowiec”), Janusz Korwin-Mikke (modelowy libertarianin) czy Tomasz Terlikowski (modelowy katolik rzymski). W świecie bardzo „zamazanych” wartości, chwiejnych postaw i braku konsekwencji w wyznawanych poglądach, takie niewzruszone punkty odniesienia są bardzo pożyteczne.